Życie za granicą

Nie taki diabeł straszny: Lekcje, jakie dały mi ciągłe przeprowadzki i czego ty możesz się z nich nauczyć

Joanna Horanin

Podoba ci się moja strona?

Cześć! 👋 Jestem Asia, autorka bloga The Blond Travels. Jeśli uważasz, że moje artykuły są pomocne, będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli dołączysz do mnie na Instagramie lub . Wsparcie od czytelników takich jak Ty wiele dla mnie znaczy i pomaga utrzymać tę stronę przy życiu. Dziękuję! 🙏

Nie mówiłam wam tego jeszcze, ale w lipcu wracam na trochę do Europy. Czeka mnie dość intensywne parę miesięcy. Planów nie mam co prawda sprecyzowanych jeszcze, ale to tylko dlatego, że chciałabym być w tylu miejscach w jednym czasie i zupełnie nie wiem jak się zorganizować. Dlatego też odwlekam kupowanie biletów i udaję, że nie muszę niczego robić i, że jeszcze mam dużo czasu na podjęcie decyzji co, gdzie, kiedy i jak.

W tym momencie jedyne co mnie stresuje to ułożenie moich prywatnych lekcji tak, aby i ja i moi studenci byli zadowoleni i nikt nie stracił na moich wyjazdach. Poza tym, nawet nie myślę o tym, co mnie czeka w Europie. Nie myślę też o pakowaniu, bo wiem, że moje rzeczy łatwo zmieszczą się do jednego plecaka.

Aż ciężko mi uwierzyć, że jeszcze 3 lata temu nie spałam i nie jadłam, bo wyprowadzałam się z Londynu i zaczynałam nowe życie. Myślicie, że przesadzam? W tamtym czasie schudłam 10 kilo, ważyłam 56 kilogramów, byłam blada, spałam po 2 godziny dziennie, do pracy przychodziłam na 13, bo nie mogłam podnieść się z łóżka, cierpiałam na rozstrój żołądka, a serce kołatało mi w piersi tak szybko, jakbym przebiegła maraton, kiedy tylko pomyślałam o tym, że muszę się przeprowadzać. Miałam 32 lata i byłam świadoma, że może mi coś nie wyjść. Jechałam w nieznane, gdzie nie miałam pracy ani znajomych i jedynym moim zaczepieniem był kurs TEFL w Chiang Mai.

Moje nerwy i niepokój mieszały się z ekscytacją i niedowierzaniem, że będę mieszkać w Tajlandii. Kiedy wsiadałam w samolot do Bangkoku byłam tak zdenerwowana, że przez cały lot nie zmrużyłam oka.

Od tego czasu dużo się wydarzyło. Mieszkałam w Wietnamie i Krakowie, po czym stwierdziłam, że inne kraje nie są dla mnie i osiadłam w końcu ponownie w Chiang Mai. Tutaj chciałabym zostać na dłużej, ale nie wykluczam kolejnych przeprowadzek.

Jeżeli i ty chciałbyś wyjechać gdzieś indziej, zamieszkać w innym kraju, ale strach przed przenosinami paraliżuje cię tak, że ciężko jest ci podjąć ostateczne kroki, przeczytaj poniższe punkty i dowiedz się czego nauczyłam się dzięki przeprowadzkom i jakie lekcje z tego możesz wyciągnąć ty. Mam nadzieję, że ten artykuł zainspiruje cie do zaprowadzenia zmian w twoim życiu.

Lekcja #1: Nie taki diabeł straszny

Podjęcie decyzji o przeprowadzce do Londynu i Tajlandii nie było aż takie ciężkie, bo po prostu pewnego dnia kupiłam bilet. Jednak sama idea przeniesienia życia gdzieś indziej przerażała mnie. Nie chciałam nawet myśleć o pakowaniu mojego dobytku, o organizacji rzeczy, a co dopiero o tym jak to będzie, kiedy w końcu się przeprowadzę.

Kiedy przyszedł czas przygotowań i wyjazdu to nagle okazało się, że nie taki diabeł straszny. Tak, oczywiście, pewne rzeczy były trudne, ale potrafiłam sobie z nimi świetnie poradzić i stawić czoła przeciwnościom. Dzisiaj, kiedy mam przed sobą ciężkie zadanie i kiedy obawiam się podjęcia kluczowych decyzji to wiem, że później i tak okaże się, że moje obawy były bezpodstawne.

Lekcja dla ciebie: Pamiętaj, że pewne rzeczy wydają się straszne zanim się wydarzą. Mamy bardzo wybujałą wyobraźnię i nasze mózgi kreują niewiarygodne scenariusze. Przed przeprowadzką na pewno będziesz się zastanawiać jak poradzisz sobie z pakowaniem, z pozbywaniem się swoich rzeczy, ze znalezieniem mieszkania, czy porozumiewaniem się w innym języku. Przeważnie jednak bywa tak, że kiedy już staniemy twarzą w twarz z daną sytuacją, okazuje się, że możemy sobie z nią szybko poradzić.

Lekcja #2: Przeprowadzka za granicę to nie ostateczna decyzja

Kiedy wyjeżdżałam do Londynu w wieku 22 lat, myślałam, że jest to decyzja nieodwracalna. Rzeczy, o które się martwiłam była cała lista. Podejrzewam, że nie potrafiłam się cieszyć tym co miałam w danym czasie, bo po prostu nie było dla mnie odwrotu. A przecież zawsze mogłam spakować rzeczy i wyjechać gdzieś indziej, spróbować czegoś nowego lub wrócić do Polski. Problemem było tylko podjęcie decyzji o kolejnych przenosinach, a to dla mnie było jednak nieco za wiele.

Obecnie nie uważam, że przeprowadzka to decyzja ostateczna. Nie jestem już nomadą, ale też do końca nie jestem osobą, która chce zostać w jednym miejscu. Ciągłe przenosiny i przeprowadzki traktuję bardziej jako urozmaicenie szarej codzienności, a nie jako zło konieczne, czy coś, czego nie będę później mogła zmienić. Uważam, że każdy jest panem swojego losu i jeżeli gdzieś jest mi źle to mogę to zawsze jestem w stanie to zmienić.

Lekcja dla ciebie: Zawsze możesz wrócić. Nie musisz od razu rzucać wszystkiego. Masz na pewno wiele opcji, z których możesz skorzystać. Na świecie jest wiele miejsc, gdzie zamieszkanie jest łatwe. Każda przeprowadzka, każda zmiana w twoim życiu da ci nowe doświadczenia i zainspiruje cię do działania.

Lekcja #3: Nic nie trwa wiecznie

Nie jestem za bardzo uduchowiona, ale wierzę w jedną, podstawową zasadę buddyzmu – nic nie trwa wiecznie. Przeprowadzki za granicę i przenosiny z miejsca na miejsce pokazały mi, że jest to niepodważalna prawda.

Życie w obcym kraju może doskwierać. Bariera językowa, wypadki, choroby, tęsknota za rodziną – to wszystko często zbiera się w jedno i zaczyna sprawiać, że chcemy zawinąć się w kłębek i nie wychodzić dopóki, dopóty przejdzie burza.

Przez pierwsze lata pobytu w Londynie tęskniłam do domu. Jeździłam w odwiedziny w każde wakacje, wydawałam ostatnie pieniądze na bilety lotnicze, żeby chociaż przez parę dni pobyć w Polsce. Z czasem przyzwyczaiłam się do tamtejszego życia, zawarłam znajomości, ułożyłam sobie życie. Ciężkie chwile zniknęły. Potrzebowałam tylko nieco czasu, aby się przyzwyczaić do nowego.

W Wietnamie zalało nam mieszkanie, wszystkie rzeczy przeszły wilgocią, przestały działać komputery. Totalny kataklizm! Oczywiście, przeżyliśmy stres. Narzekań nie było końca. Do tej pory traktuję Wietnam jako kraj, gdzie wracać nie mam aż takiej ochoty. Z drugiej jednak strony, kryzys przeszedł. Po paru dniach wszystko wróciło do normy, uspokoiliśmy się i dzisiaj z uśmiechem wspominamy czas, kiedy musieliśmy użerać się z administracją naszego mieszkania.

Lekcja dla ciebie: Nie bez powodu mówimy, że czas goi rany. Złe momenty, chwile zwątpienia, kryzysy, tęsknota i trudności z przystosowaniem się kiedyś przeminą. Za jakiś czas poczujesz się lepiej, zapomnisz. Kiedyś spojrzysz w przeszłość i będziesz dumny z tego, że pokonałeś przeciwności losu.

Lekcja #4: Dobra materialne nie są ważne

Mam wrażenie, że Polacy tkwią ciągle w przekonaniu, że posiadanie jest jedynym celem w życiu. Jeżeli nie masz mieszkania na kredyt, nie masz tak naprawdę nic. Jeżeli nie masz samochodu, nie masz nic. Gromadzenie dóbr stało się dla nas sportem narodowym. W momencie kiedy cały świat zaczyna od tego odchodzić i wychwala minimalizm, my nadal tkwimy w przebudzeniu z komunizmu, gdzie dobra materialne są powszechnie dostępne i jeszcze nie doszliśmy do siebie po zachłyśnięciu się latami 90-tymi.

Kiedy mam dobry miesiąc (co nie zdarza mi się aż tak często) i potrafię zarobić trzy razy więcej niż mój budżet przewiduje, to zastanawiam się co mam robić z pieniędzmi. Odkładam je więc na konto oszczędnościowe i myślę sobie, że kiedyś te fundusze mi się przydadzą.

Mój dobytek mieszczę w 75-litrowym plecaku. Mój najcenniejszy przedmiot, jaki posiadam, to Macbook. Jestem wolna od kredytów. Kart kredytowych używam tylko, kiedy muszę zapłacić za bilet lotniczy i zaraz dług spłacam. W nocy nie śpię nie ze względu na to, że boję się, bo nie wiem jak spłacę długi, a dlatego, że mam milion pomysłów na artykuły i lekcje, które mogę zrobić z moimi uczniami.

Lekcja dla ciebie: Dobra materialne nie trwają wiecznie. Prędzej czy później psują się lub starzeją. Posiadanie czegokolwiek ogranicza nasze możliwości, nie pozwala na rozwój, podróże i naukę. Jeżeli pozbędziesz się tego, co jest ci niepotrzebne i skupisz się bardziej na doświadczaniu, otworzą się przed tobą nowe możliwości.

Lekcja #5: Wiek to tylko liczba

Mam 36 lat. Nie mam mieszkania, nie mam kredytów, nie mam dzieci i nie mam stabilnej pracy. I co z tego?

Kiedy tylko uzmysławiam sobie, że przekroczyłam już połowę 30-stki to wiecie co czuję? Zdziwienie. Dziwi mnie to, że mam tyle lat, bo zupełnie, ale to zupełnie się na ten wiek nie czuję. Lubię przygody, lubię tańce do 5 rano, lubię lenistwo i lubię objadać się czekoladą kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota.

Podejścia do wieku nauczyłam się od Anglików. Oni nigdy nie myślą, że na zmiany jest za późno. Wprost przeciwnie, ludzie w wieku emerytalnym, którzy nagle szkolą się na instruktorów jogi lub trenerów personalnych uważa się tam za inspiracje, za dowód na to, że każdy jest w stanie zmienić swoje życie.

Lekcja dla ciebie: Nigdy nie jesteś za stary na zmiany. Jeżeli masz 50 lat i czujesz, że chcesz zmienić pracę, zacząć coś nowego, ekscytującego i, co najważniejsze, dającego ci poczucie spełnienia, to nie patrz na to, co mówią inni. To ty jesteś w swoim życiu najważniejszy i jeżeli dana zmiana przynosi ci satysfakcję i szczęście, to nie uciekaj od niej. Przyjmij ją z otwartymi ramionami.

Lekcja #6: Nie należy traktować życia zbyt poważnie

Czasami, kiedy wspominam swój pobyt w Londynie, myślę sobie, że zmarnowałam tyle energii na traktowanie życia bardzo poważnie. Przecież miałam dopiero 20 lat. Nie musiałam wcale harować dnie i noce i przejmować się pracą. Mogłam zwiedzać świat i korzystać z danych mi możliwości.

Pukam się w głowę na myśl o tym jak bardzo poważnie traktowałam życie. Zamiast wyjeżdżać za granicę, podróżować, ja tkwiłam w pracach, które z perspektywy czasu w ogóle nie wydają mi się teraz ważne. Bałam się wziąć urlop w H&M, bo nie chciałam uchodzić za kogoś, kto jest leniwy. Zrezygnowałam z wymarzonego wyjazdu na Kubę, bo nie tylko się bałam dalekich podróży, ale także obawiałam się wydać więcej pieniędzy na przyjemności. Zmiana kariery była dla mnie przytłaczającą perspektywą. Wydawało mi się, że jeżeli raz wybrałam miejsce pracy to powinno ono nim zostać na zawsze.

Lekcja dla ciebie: Życie nie musi być pasmem stresu. Można je bardzo łatwo zamienić. Wszystko zależy od tego jak jesteśmy nastawieni. Jeżeli na życie patrzysz przez pryzmat dóbr materialnych, za wszelką cenę chcesz zrobić zawrotną karierę, nie dbasz o siebie, nigdy nie masz czasu na przyjemności to nie będziesz szczęśliwy. Życie należy traktować z przymrużeniem oka. Przystanąć na chwilę, zatrzymać się, spojrzeć na to jakie możliwości stoją przed nami i jak je wykorzystać, aby później nie żałować niczego. Życie naprawdę nie musi być aż takie poważne.