Pamiętnik

Pamiętnik z Podróży: Autobus do Esfahan. Czasami mam dość podróżowania!

Destinations

Iran

Joanna Horanin

Podoba ci się moja strona?

Current condition

Pogoda Iran

Słonecznie

8

Temperatura

Czuje się jak 6.9🥶

3

Indeks UV

Średni

4

Indeks jakości powietrza

Niezdrowa

Ostatnia aktualizacja o 2.03.2024, 12:45

Cześć! 👋 Jestem Asia, autorka bloga The Blond Travels. Jeśli uważasz, że moje artykuły są pomocne, będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli dołączysz do mnie na Instagramie lub . Wsparcie od czytelników takich jak Ty wiele dla mnie znaczy i pomaga utrzymać tę stronę przy życiu. Dziękuję! 🙏

W hostelu w Teheranie zamówiłam autobus do Esfahan. Zaraz po śniadaniu ubrałam się, spakowałam i byłam gotowa w recepcji na taksówkę, która miała zawieźć mnie na stację i którą za drobną opłatną zamówili mi w hostelu.

Wesoły kierowca cały czas zagadywał i przez pierwsze pięć minut podróży upewniał się czy czasami nie mówię w Farsi. Strasznie był zawiedziony tym, że jednak nie mam aż takich umiejętności.

Gnaliśmy przez zatłoczone i bardzo gorące ulice Teheranu. Budynki udekorowane politycznymi muralami z mknącymi przy nich autami i tłumem przechodniów wyglądały jak scena z filmów, które kiedyś oglądałam o Bliskim Wschodzie. Do autobusu miałam jeszcze sporo czasu, więc usiadłam sobie wygodnie i przyglądałam się ulicom.

Może to właśnie moje rozkojarzenie spowodowało, że nie zauważyłam jak zatrzymaliśmy się przed stacją pociągów, a nie autobusów. Kierowca wziął ode mnie zapłatę i szybko odjechał.

Weszłam na stację i dopiero wtedy zorientowałam się gdzie jestem. O żesz ty!! Do autobusu pozostało 35 minut. Podeszłam do informacji i zapytałam się gdzie mam się udać. Okazało się, że muszę wyjść z budynku i wziąć kolejną taksówkę do stacji autobusów, która była oddalona o 20 minut od miejsca, w którym się znajdowaliśmy.

Problemem nie było znalezienie taksówki. Problem stanowił kierowca – dziadek, na którego niestety natrafiłam i który szedł do auta bardzo, bardzo powoli. Na szczęście okazało się, że prowadzi całkiem sprawnie i niczym bolid Szumachera przejechaliśmy te parę kilometrów.

Przed stacją panował wielki chaos. Ktoś wziął mój bilet i zdecydowanym ruchem kazał iść za sobą. W środku klimatyzowana stacja była prawie pusta i w porównaniu z tym, co działo się na zewnątrz była naprawdę cicha i spokojna.

Wszystkie znaki były w Farsi, ale jakoś udało mi się znaleźć stanowisko firmy przewozowej, gdzie wydrukowano mi bilet i kazano usiąść i czekać. Byłam przepocona i z tego całego stresu trzęsły mi się ręce.

Czasami mam dość podróżowania. W takich chwilach myślę, że chyba najlepiej byłoby mi zostać w domu i nie wychodzić. Przynajmniej w Lizbonie wiem jak działa transport i gdzie są odpowiednie stacje. Nagle zatęskniłam za tym, co znam.

Po około 15 minutach siedzenia zaczęłam się znowu denerwować. Z tego, co zrozumiałam miałam zostać wywołana, kiedy podjedzie autobus. Co chwilę rzucałam okiem na mały kiosk, w którym wydrukowano mi bilet, a oni unikali mojego wzroku. W końcu, zmartwiona, zapytałam dziewczyny siedzącej obok. Okazało się, że ona też jedzie do Esfahan tym samym autobusem. ‘Spokojnie. W Iranie autobusy ciągle się spóźniają’ – zaśmiała się.

Czekałam więc cierpliwie.

W końcu powiedziano nam, że mamy wyjść z budynku, gdzie czekał na nas autobus do Esfahan. Wzięłam walizkę i podążyłam za dziewczyną, z którą wcześniej rozmawiałam. Wyszłyśmy na zewnątrz. Żadnego autobusu. Moja towarzyszka zatrzymała jakiegoś mężczyznę przechodzącego obok. Ten wzruszył ramionami. Spojrzałyśmy na siebie, nie wiedząc co robić. Nikt nam nic nie powiedział, nikt nie skierował dalej.

W końcu przyjechał autobus!

Dojechałam szczęśliwie do Esfahan. Podróż trwała 5 godzin. Siedziałam wygodnie na pojedynczym fotelu, ciesząc się widokami rozciągającymi się za oknem. Czasami mam dość podróżowania, ale tylko czasami.