Bez kategorii

O tym jak spełniłam marzenia i przejechałam się Pendolino i o tym co wydarzyło się podczas tej podróży

Destinations

Polska

Joanna Horanin

Podoba ci się moja strona?

Current condition

Pogoda Polska

Słonecznie

26.1

Temperatura

Czuje się jak 26.8😎

6

Indeks UV

Wysoki

1

Indeks jakości powietrza

Dobra

Ostatnia aktualizacja o 21.06.2024, 18:00

Cześć, jestem Asia, autorka bloga The Blond Travels. W świecie Tajlandii i Portugalii czuję się jak ryba w wodzie - nie bez powodu! Tajlandię odkrywam od przeszło dekady, a w Portugalii jestem na dobre już od 6 lat. Moją misją jest wspierać Marzycieli - takich jak Ty - w odkrywaniu tych fascynujących krajów oraz pomagać zakochanym w nich znaleźć swoje własne miejsce na ziemi, i to najlepiej na stałe! Razem odkryjmy te unikatowe zakątki świata.

Przejechać się Pendolino – to był mój cel od kiedy usłyszałam, że niektóre polskie pociągi zostały nazwane tak głupim imieniem. Kiedy o tym powiedziała mi moja siostra przez dobre 15 minut śmiałam się aż po policzkach popłynęły mi łzy. Od razu przed oczami stanął mi widok torów, które Zenek i Edek z sąsiedniego bloku ukradli, żeby oddać na złom, zalane moczem i wodą pociągowe ubikacje i zawszone, śmierdzące fotele w MPK….No i jeszcze ta nazwa….

Mieszkałam wtedy w Londynie i musiałam czekać 3 lata aż me stopy dotknęły pluszowych dywanów Pendolino, mój tyłek spoczął na mięciutkich fotelach, a kelnerka podała mi wodę mineralną ‘Beskid’, wprost z eleganckiego wózeczka, który jechał do mnie z Warsu.

Nie, nie próbuję być sarkastyczna, bo tak właśnie było: wygodne siedzenia, wystarczająco miejsca na nogi, ciepło, czysto – pełen luksus nawet w drugiej klasie!

Byłam też pod wrażeniem, kiedy bilet mogłam sobie zakupić online. Wow! Nawet nie musiałam go drukować! Technika widocznie w Polsce poszła do przodu – myślałam sobie, podając mojego smartphone’a konduktorowi, który szybko zeskanował kod i już wiedział, że Joanna Szreder jedzie z Krakowa do Lęborka.

Mój entuzjazm nieco osłabł kiedy przede mną usiadł Antek. Antek miał około 3-4 lat i był zwierzęciem – takim którego nie można okiełznać i przez którego wydawane dźwięki osiągają bardzo wysokie decybele. Przez około 3 godziny Antek skakał po fotelach, kopał współpasażerów i generalnie świetnie się bawił. Nic nie mogło zatrzymać rozbrykanego Antka, a w szczególności jego młoda mama, która prośbami typu ‘Antek, proszę cię przestań’ była jakby dla chłopca niewidzialna.

Na przeciwko Antka usiadł Tatuś i dwóch starszych nieco od Antka chłopców – Leszek i Zbyszek. ‘Leszku, proszę nie kładź nóg na stoliku’ prosił Tatuś co parę minut. ‘Leszku, ile razy mam ci powtarzać?’ Leszek był nieporuszony. Zajęty był bardziej wydawaniem pisków i wysokich tonów ze swoim bratem Zbyszkiem.

Atmosfera w pociągu stawała się gęsta. Nikogo Antek nie rozczulał, nikt nie mówił jaki to słodki urwis. Wszyscy milczeli, oprócz jednej młodej dziewczyny, która stwierdziła, że poskarży się konduktorowi. Konduktor się nigdy nie zjawił. Może bał się Antka?

Stanęliśmy w polu. Czekaliśmy 2 kolejne godziny aż naprawią tory (Zenek i Edek z bloku – czy to wasza sprawka?). ‘Jeeeedziemmyyy!!!’ krzyczał Antek co parę sekund, biegając tam i z powrotem po wagonie. ‘Brum brum iiieeeeeee’ – wtórowali mu Zbyszek i Leszek.

Mama Antka widząc jak znienawidzoną postacią stał się jej syn, wzięła walizki i przeprowadziła się do rodzinnego przedziału (kolejna niespodzianka – rodzinny przedział w polskim pociągu! Ah, Pendolino, ciągle mnie zaskakujesz!).

Staliśmy tak sobie jeszcze dłuuuuugoooo. Wagon był nieco spokojniejszy bez Antka. Jednak Leszek i Zbyszek kontynuowali wydawanie wysokich tonów. Tatuś więc stwierdził, że czas na gry. ‘Kto widzi pole?’ pytał ‘Kto widzi samochód?’. Chłopcy patrzyli przez okno, szukali i krzyczeli ‘Ja!! Tato ja!!’ Zabawa przystawała tylko kiedy Leszek chciał ‘srać’ (przepraszam, ale tak właśnie się wyraził), a Zbyszek chciał naleśnika z Warsu.

Kiedy ruszyliśmy wszyscy odetchnęli z ulgą. Mieliśmy nadzieję, że ten koszmar niedługo się skończy, ale nie! Przekierowano nas przez Częstochowę z 4-godzinnym opóźnieniem. Do tego dowiedziałam się, że Leszek i Zbyszek z Tatusiem jadą do Gdańska. Takie moje już szczęście.

A mówiąc o szczęściu…..

Pociąg stanął w Warszawie. Drzwi się otworzyły a ja poczułam powiew starego potu…Spojrzałam znad mojej gazety. Nade mną stał słusznych gabarytów pan, rozglądał się i sapał. Szukał swojego miejsca…. ‘Na bank usiądzie obok mnie’ myślałam. On nadal stał sapiąc. ‘Siedzi pan obok mnie?’ spytałam. ‘Hmmm nie, za panią’ odpowiedział. Usiadł sobie na dwóch siedzeniach za moimi plecami, bo w jednym się nie mieścił. Jego zapach gryzł mnie w nozdrza.

Po chwili starsza, elegancka Pani przystanęła przy mnie. Za nią stała mała dziewczynka wlepiając we mnie czarne oczy. ‘No widzisz Wnusiu’ mówiła Pani ‘nie dostałyśmy miejsc obok siebie. A mówiłam kasjerce….’ Pani spojrzała na mnie i westchnęła. ‘No ja chyba będę musiała usiąść koło pana z tyłu, a ty tutaj’ wskazała Pani na miejsce koło mnie. Wlepiłam wzrok w gazetę. Wiedziałam do czego to zmierza. ‘Pffff..’ sapała Pani ‘no nie będziemy siedzieć koło siebie..pfff’ – kolejne westchnienie. ‘O nie’ pomyślałam ‘ja koło Grubasa siedzieć nie będę’ nadal udawałam, że czytam.

‘To może ja się przesiądę i sobie usiądzie pani z Wnusią’ zaproponował Grubas.

A nie mówiłam, że będzie siedział obok mnie?

Jako że zapach starego potu jaki Grubas wydzielał raził mnie strasznie i nie chciałam go prowokować do zbytniego ruszania się, co pewnie spowodowałoby dalsze nadmierne pocenie, nadal udawałam, że czytam. Na nieszczęście Leszek i Zbyszek wrzasnęli coś na raz, zmuszając mnie do podniesienia wzroku. Załapał to Grubas i uderzył w pogawędkę-monolog: ‘a polskie pociągi to zawsze mają opóźnienie, a nie mają konduktorów, a na lotniskach to też jest dezorganizacja, bo najlepiej to siedzieć w domu i nie jeździć nigdzie’. Kiwałam głową, probując łapać powietrze ustami.

‘Pójdę do Warsu’ – stwierdził Grubas ‘myśli pani, że jeszcze mają tam piwo?’. Wzruszyłam ramionami wysyłając modlitwę do wszechświata, żeby w Warsie płynęło morze Tyskiego i Lecha i żeby na pięknym, przynajmniej 30-to calowym ekranie puszczali każdy mecz świata.

Za mną Wnusia zaczęła rozmawiać przez telefon ze swoją mamą. Nagle zrozumiałam, że ludzie w Polsce w ogóle nie zdają sobie sprawy, że głośne rozmowy w pociągach są nietaktowne.

‘Babcia kupiła mi książkę’ chwaliła się Wnusia mamie na cały głos ‘wiesz ile ma stron? 120!!! Yhym…A kochasz mnie? Tęsknię!!’ Rozmowę przerwał kelner, który Wnusi przyniósł schabowego z ziemniakami (tak, tak – w Pendolino przynoszą ci zamówione jedzenie wprost do fotela). Nagle w wagonie rozległ się płacz Wnusi. ‘Nie będę tego jadła!’ piszczała ‘tłuszcz dotyka ziemniaków!!’ Spojrzałam za siebie. Babcia odgarniała tłuszcz z ziemniaków…’Ah, noo już już’ uspokajała…

W tym momencie Leszek i Zbyszek zaczęli rzucać się plastikowymi żołnierzami….

I w takiej oto atmosferze, po 14 godzinach dotarłam do Lęborka. Nie widziałam swoich rodziców 3 lata, ale w tym czasie mogłam tylko myśleć o łóżku i moim cichym pokoju.

I taka moja refleksja: polskie koleje mogą inwestować miliony w pociągi, ale jeśli ludzie nadal nie będą wiedzieli jak się zachowywać, to choćby ten Pendolino był ze złota, zamiast wody ‘Beskid’ lał się Don Perignon, a schabowego podawali na wazach z dynastii Ming to zawsze ta podróż będzie równie męcząca jak w czasach kiedy o Pendolino mogliśmy tylko marzyć.

Zdjęcie główne: PKP Intercity/Bartłomiej Banaszak