Podróże

Anglio, jesteś cudowna! Powrót do ‘domu’

Destinations

Wielka Brytania

Joanna Horanin

Podoba ci się moja strona?

Current condition

Pogoda Wielka Brytania

Częściowe zachmurzenie

21

Temperatura

Czuje się jak 21😎

5

Indeks UV

Średni

1

Indeks jakości powietrza

Dobra

Ostatnia aktualizacja o 1.10.2023, 17:15

Cześć! 👋 Jestem Asia, autorka bloga The Blond Travels. Jeśli uważasz, że moje artykuły są pomocne, będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli dołączysz do mnie na Instagramie lub . Wsparcie od czytelników takich jak Ty wiele dla mnie znaczy i pomaga utrzymać tę stronę przy życiu. Dziękuję! 🙏

‘Gdzie chciałaby Pani dzisiaj pojechać?’ – pyta się mnie młody człowiek na przystanku autobusowym na Stansted. Jest druga rano, nieco zimno, a on uśmiecha się od ucha do ucha. Kupuję u niego bilet, on zabiera moją walizkę i kładzie w luku bagażowym dużego, wygodnego autobusu National Express. Siadam w fotelu i czekam aż odjedziemy. ‘Drodzy państwo’ – mówi kierowca przez intercom – ‘witamy w Londynie. Za ponad nieco godzinę powinniśmy być na Victorii. Proszę się wygodnie rozsiąść, zapiąć pasy i cieszyć jazdą’. Kiedy wysiadam, kierowca mi dziękuje i życzy miłego wieczoru.

Wtedy właśnie zdaję sobie sprawę, że tego mi brakowało – tej grzeczności, tego że każdy tutaj mówi dziękuję i przepraszam i że ty jako klient liczysz się najbardziej. I to jest moja pierwsza myśl po dotarciu na miejsce. Mój entuzjazm nieco przygasa, kiedy kierowca Ubera okazuje się gburem, ale stwierdzam, że ludzie to ludzie i trudno, żeby każdy był zadowolony i uśmiechnięty.

Jadę przez nadal zaludnione ulice Londynu i przyglądam się wszystkiemu z uwagą. Nic się nie zmieniło. Domy wyglądają tak samo, nadal jeżdżą tutaj czarne taksówki i czerwone autobusy, a przedmieścia mają ten typowo angielski wygląd z jednakowymi szeregowcami i ogródkami porośniętymi krzakami i krzewami róż. Z drugiej zaś strony, Londyn wygląda na wypieszczony, czysty, idealny, jakby wyjęty z turystycznej rozkładówki. Czuję się jakbym weszła na set filmowy. Pewnie to mieszkanie w Tajlandii i Portugalii dało mi taką perspektywę. Odzwyczaiłam się chyba od tego porządku. Nie było mnie w końcu aż 5 lat….A może to tylko 5 lat?

Na drugi dzień wybieram się na Brixton. Stoję na przystanku na bocznej ulicy Clapham Common i czekam na autobus. Rozglądam się dookoła. Jest piękny majowy dzień. Jeden z tych, kiedy wszystko wygląda lepiej. To jest ta pora roku, kiedy drzewa mają intensywny odcień zieleni. Już dawno takiego nie widziałam! Upajam się tym widokiem i chcę go zatrzymać na zawsze.

Wsiadam do autobusu i kładę na tacy kierowcy 3 funty (5 lat temu bilet kosztował 1.50. Teraz to nawet nie wiem, więc daje więcej, na wszelki wypadek). Kierowca kiwa przecząco głową. ‘Co?’ myślę sobie ‘więcej niż 3? Powariowali chyba’. Okazuje się jednak, że nie o to chodzi. On pyta się czy mam bus – pass, czyli coś w rodzaju biletu na dłuższy okres czasu. Mówię, że nie. Ten mi coś tłumaczy, na co ja staję jak wryta i od razu w głowie pojawia się mi myśl, że za długo byłam poza Wielką Brytanią, bo nie rozumiem ani słowa. Z tyłu czeka kobieta, która zaczyna też coś do mnie mówić. Po akcencie poznaję, że jest chyba z Jamajki. W końcu mój mózg przestawia się na obce akcenty i rozumiem, że mogę użyć karty debetowej do płacenia za bilet. Wow! Mind Blown! I tak, wiem, że niby w Polsce się już też tego używa, ale ja mieszkam zawsze w nieco bardziej zacofanych krajach i fakt, że można za bilet płacić w ten sposób totalnie mnie zadziwia. Przez resztę mojego pobytu tylko raz korzystam z bankomatu. Cieszy mnie fakt, że nie muszę się martwić o drobne, czy stać w kolejce po bilet.

Przepraszam i kierowcę i tę panią, która za mną czeka i tłumaczę, że nie było długo w Londynie i nie wiem za bardzo co i jak. Oboje uśmiechają się życzliwie i witają mnie w Londynie. Ucinam sobie jeszcze później miłą pogawędkę z panią z Jamajki i wysiadam na Brixton. Strasznie mnie ta cała sytuacja ucieszyła.

A na Brixton dżungla. Tylu ludzi na raz już dawno nie widziałam. Matko i córko! Niektóre scenki aż proszą się o zdjęcie, ale za każdym razem kiedy próbuję wyciągnąć z torby aparat, ktoś mnie popycha. Zaczynam się czuć jakbym wszystkim zawadzała i jakby każdy chciał wyrwać mi plecak z ręki. Za dużo tego, za dużo bodźców. Staję więc sobie kąciku i czekam grzecznie na koleżankę, z którą spotykam się na drinka.

Na szczęście Iza zabiera mnie w super-duper miejsce! Nagle zapominam o tym, że jeszcze 5 minut temu chciałam się zawinąć w kłębek i kwilić jak zranione zwierzę. Pop Brixton to świetna miejscówka na wiosenny wieczór. Kolorowo tu, gwarno i tak swojsko, hipstersko, tak jak lubię.

Jemy meksykańskie jedzenie zrobione przez Meksykankę, żonę naszego rodaka, który serwuje tutaj bardzo dobre i tanie jedzonko. Do tego popijamy Coronę za jedyne 3 Funty. Życie nabiera kolorów.

Reszta pobytu leci mi bardzo szybko. Odwiedzam znajomych, zwiedzam Sky Garden i Park Olimpijski, jadę do Oxfordu, chodzę do tych samych miejsc, gdzie wcześniej, jem lunch w St. Dunstan in The East i piję kawę z moimi uczennicami w Host Cafe. Cieszę się z każdej chwili!

Przeszłość nie dopada mnie tak jak myślałam, że się stanie. Czasami nawiedzają mnie sentymenty, tylko raz jest mi smutno i ciężko, ale to zaraz przechodzi. Przyjazd tutaj był dobrym pomysłem. Wiem, że zostawiłam wszystko za sobą, otrzepałam pióra i lecę dalej. Wiem też, że dokonałam dobrego wyboru. Wyjazd do Tajlandii dał mi szansę na robienie tego, co kocham, na znalezienie pasji i pracy, która sprawia mi przyjemność. Po przejechaniu przez całe miasto w gorącym jak piekarnik metrze z tysiącem ludzi, odczuwam ulgę, że nie muszę przez to przechodzić codziennie. A po wysłuchaniu narzekań znajomych na ceny i korki, wiem, że mam szczęście żyjąc daleko od takich problemów.

Londyn nie jest już moim domem. Nie pamiętam jak poruszać się po mieście, czuję się przytłoczona ilością ludzi, oprócz moich znajomych i paru miejsc, które kocham nie mam tu już nic co mi się podoba i co mogłoby zaważyć na tym, że mogłabym się tutaj przeprowadzić z powrotem. Ale to jest ok. Cieszy mnie to, bo oznacza, że przeszłość zostawiłam w pełni za sobą i jestem kimś innym. Do Londynu pewnie będę wracać co jakiś czas, ale jako turystka i gość, a nie jako mieszkaniec.