Podróże

Weekend w Alentejo: Wino, historia i roadtrip

Destinations

Pozostałe miejsca

Joanna Horanin

Podoba ci się moja strona?

Current condition

Pogoda Pozostałe miejsca

Słonecznie

21.3

Temperatura

Czuje się jak 21.3😎

6

Indeks UV

Wysoki

1

Indeks jakości powietrza

Dobra

Ostatnia aktualizacja o 16.06.2024, 10:45

Cześć, jestem Asia, autorka bloga The Blond Travels. W świecie Tajlandii i Portugalii czuję się jak ryba w wodzie - nie bez powodu! Tajlandię odkrywam od przeszło dekady, a w Portugalii jestem na dobre już od 6 lat. Moją misją jest wspierać Marzycieli - takich jak Ty - w odkrywaniu tych fascynujących krajów oraz pomagać zakochanym w nich znaleźć swoje własne miejsce na ziemi, i to najlepiej na stałe! Razem odkryjmy te unikatowe zakątki świata.

Alentejo było na mojej liście od wielu miesięcy. Koniecznie chciałam zwiedzić ten region. Oczywiście, fakt, że stamtąd pochodzi sporo portugalskiego wina, był jednym z powodów. Wiedziałam jednak, że sam klimat Alentejo jest sielski i nie chciałam przepuścić okazji odwiedzenia tych terenów. W Alentejo spędziłam krótki weekend i był to naprawdę jeden z lepszym weekendów jakie miałam w Portugalii.

Do Alentejo można tak naprawdę wyskoczyć na jednodniową wycieczkę z Lizbony. Z drugiej jednak strony, spędzenie tam 2-3 dni na jeżdżeniu po okolicach pozwoli Ci na głębsze poznanie tego regionu i zobaczenie naprawdę wielu ciekawych miejsc. Wszystko zależy od tego ile masz czasu i funduszy na podróże po Portugalii.

usmiechnieta dziewczyna w niebieskim sweterku idzie wzdluz winorosli w alentejo
Zdjęcie w winoroślach musi być!

W drogę!

Na Alentejo nie miałam za bardzo planu. Sprawdziłam parę informacji w internecie, wypisałam miejsca, która naprawdę chciałam zobaczyć, a resztę pozostawiłam przypadkowi. Tak jest zawsze najlepiej.

Auto wypożyczyliśmy z Turisprime. Wypożyczenie samochodu w Portugalii jest niezwykle tanie i proste. Wcześniej korzystaliśmy z Interrent i byliśmy bardzo zadowoleni. Tym razem zdecydowaliśmy się na coś innego ze względu na cenę. Tutaj czekaliśmy na auto prawie godzinę. Również cała papierologia była o wiele bardziej skomplikowana i zabrała więcej czasu. Nie mniej jednak, okazało się, że Turisprime ma dobre ceny i można na nich polegać. Jeżeli szukacie większej oferty i chcecie porównać ceny z innymi wypożyczalniami, polecam Discover Cars – wyszukiwarkę wypożyczalni aut, która pokaże wam najlepsze oferty w miejscu, do którego się wybieracie.

a girl standing next to a car on an anlentejo road
Posiadanie auta w Portugalii ułatwia wiele spraw.

Zakwaterowanie wyszukałam na Airbnb. Mała chatka w środku Alentejo we wiosce Villa de Frades, gdzie produkują swoje wino i ser. Cisza, spokój i cały dom z ogrodem dla nas za jedyne 120 Euro za 2 noce! Czego chcieć więcej?

Po drodze do Villa de Frades pojechaliśmy jeszcze nad morze. Nie było aż tak ciepło i wiał silny wiatr od wody, ale widoki i tak były niesamowite. Udaliśmy się w stronę Sesimbry i sławnej wśród Lizbończyków Praia de Arrabida, gdzie byłam już parę razy wcześniej. Chris natomiast nigdy nie zwiedził tych okolic i nie mógł się nadziwić jak cudowne widoki się przed nami rozpościerały.

widok na wzgorze praia da arrabida niedaleko lizbony
Pogoda aż tak nam nie dopisała, ale widoki i tak były zacne.

Przy Praia da Arrabida ciągnie się wąska droga, prowadząca w górę. Jest na niej parę punktów widokowych, skąd można podziwiać skały, zielone lasy i niebieską wodę. Najlepiej przyjechać tutaj poza sezonem i na pewno w tygodniu, bo latem w weekendy droga jest tak zatłoczona, że można utknąć w niezłym korku.

Na szybkie śniadanie zatrzymaliśmy się w Pontinho da Arrabida, małej zatoczki z 2 restauracjami z owocami morza. Bardzo nam się tam spodobało i gdyby nie wiatr i lekki chłód na pewno zostalibyśmy tam na dłużej.

  • widok na niebieską wodę w poninho da arrabida

Alentejo i Villa de Frades – Pierwsze wrażenia

Jakąś godzinę później byliśmy w Alentejo. Pierwsze co rzuciło nam się w oczy to zielone tereny i ciągnące się po horyzont małe pagórki. Jechaliśmy autostradą i dopiero kiedy z niej zjechaliśmy mogliśmy podziwiać białe domy winiarni, stojące na wzgórzach i otoczone winoroślami. Co jakiś czas mijaliśmy także pasące się na łąkach krowy, kozy i owce, a nawet świnie, co się okazało jest bardzo charakterystyczne dla tego regionu.

widok na wioskę i łąki w alentejo
Takie widoki ciągną się w Alentejo kilometrami.

Villa de Frades wydawała się opuszczona, kiedy parkowaliśmy nasze auto na jednej z wąskich uliczek. Wszystkie okna były zasłonięte żaluzjami, domy pozamykane, a dookoła panowała głęboka cisza, przerywana tylko szczekaniem psa.

Taka cisza i opustoszałe ulice małych miast to w Portugalii standard. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nikt tam nie mieszka. Dopiero później, kiedy zajrzy się do małych sklepików i knajpek, okazuje się, że tętni tam jednak życie.

Nasza chatka okazała się wymarzonym miejscem na wypoczynek. Było to na pewno miejsce z charakterem. Pokoje z drewnianymi podłogami, skrzypiące schody, wielki kominek, ogród z winoroślami, 2 wielkie tarasy – od razu wiedziałam, że kiedy tylko weekend się skończy na pewno zacznę planować powrót.

W takim ogrodzie to ja mogę wypoczywać!

Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do malutkiego centrum wioski. Jak na takiej wielkości miejsce, Villa de Frades posiada bardzo przytulne i urokliwe ulice. Główny plac ma małą alejkę osłoniętą drzewami, fontannę i stare kamienice, gdzie obecnie mieszczą się sklepy i restauracje, serwujące lokalne jedzenie.

W miasteczku jest także mała winiarnia, która otwarta jest tylko wieczorami. Oprócz tego, wioska nie ma nic do zaoferowania, ale jest to na pewno dobra baza wypadowa, oraz świetne miejsce na wypoczynek.

W poszukiwaniu zaginionego wina

Co można robić w Alentejo? Oczywiście pić wino! Byliśmy przekonani, że szybko i łatwo znajdziemy miejsce, gdzie będziemy mogli spróbować lokalnego wina. Miałam też nadzieję na wycieczkę po winiarni. Pomimo, że widziałam ich parę np. w Azeitão, to z mojego doświadczenia wynikało, że każda taka wycieczka zawsze była niezwykle interesująca.

Niestety, winiarnia w Villa de Frades była zamknięta. Poszliśmy więc piechotą do oddalonej o 2km Vidigueiry, gdzie podobno mieliśmy znaleźć inne miejsce (tak przynajmniej mówiły nam znaki przy drodze).

Vidigueira, większa nieco od Villi, można by rzec, tętniła życiem. Zasługą pewnie były bary i restauracje usytuowane przy głównej drodze.

Przeszliśmy przez prawie całe miasteczko aż w końcu doszliśmy do wielkiego budynku przy wjeździe do miasta. W środku, za malutkim biurkiem, otoczona pocztówkami, siedziała mała pani, która udzielała oficjalnej informacji turystycznej, ale tylko po portugalsku. Niestety, po angielsku ciężko było nam się dogadać. Z tego co nam powiedziała, winiarnia była nieco dalej.

Faktycznie, na końcu drogi stała wielka fabryka wina, która niczym nie przypominała tych tradycyjnych, które widzieliśmy po drodze. Znaki skierowały nas do małego sklepiku i baru z winami. Niestety, stamtąd również odprawiono nas z kwitkiem, informując, że bar jest zamknięty.

Wróciliśmy do centrum Vidigueiry i tam znaleźliśmy przytulny bar z przepysznym jedzeniem i winem za 1 Euro za kieliszek. Właściciel, starszy, uśmiechnięty pan, zaserwował nam niesamowity poczęstunek, który rozpływał się w ustach. Spędziliśmy tam całe popołudnie, próbując różnych win i smakując lokalnych potraw.

Wieczorem wybraliśmy się po raz kolejny do winiarni w Villa de Frades. Tym razem była otwarta. I tutaj zaskoczenie, winiarnia okazała się robić wino w wielkich, ceramicznych kadziach, na sposób, który stosowali Rzymianie zamieszkujący niegdyś tutejsze tereny. Kadzie stoją w części restauracyjnej i można nie tylko je podziwiać, ale także się na nich podpisać.

kadzie z winem we wiosce villa de frades w alentejo
Takie wielkie kadzie z winem to ja bardzo lubię!

Winiarnia to miejsce, gdzie warto także spróbować lokalnych przysmaków: wędlin, serów i steków. My nie byliśmy głodni. Poprosiliśmy więc o oliwki i parę innych przekąsek, oraz oczywiście o wino. Spróbowaliśmy białego i czerwonego. Oba były dobre, ale nie najlepsze. Za 16 Euro za butelkę myślę, że można oczekiwać czegoś o wiele smaczniejszego.

Mesa de Villa de Frades – więcej informacji.

Evora i Beja – Roadtrip po Alentejo

Alentejo to naprawdę spory region. Aby go zwiedzić nieco bardziej porządnie i zobaczyć większość pięknych miejsc, trzeba spędzić tam więcej niż weekend.

Z Villa de Frades mieliśmy dość blisko do słynnego średniowiecznego miasta – Evory. Tam wybraliśmy się z rana kolejnego dnia.

Nawigacja zabrała nas do samego centrum Evory, które składa się z bardzo krętych i bardzo wąskich uliczek. Chris miał niezły problem, aby przejechać przez nie bez zadraśnięcia. Z miejscem parkingowym też był problem. Nigdzie nie było nic wolnego. W końcu, zmęczeni, zdecydowaliśmy się zaparkować przez jednym z banków. Nie mogliśmy za bardzo się z nikim dogadać czy parking jest w ogóle płatny, czy też nie, a więc, dmuchając na zimne, kupiliśmy bilet na 3 godziny postoju, co okazało się być wystarczające.

Evora słynie między innymi ze słynnej Capela dos Ossos, czyli kaplicy kości. Stworzona w 16-tym wieku jest niemal cała wysadzona ludzkimi kośćmi. Podobno znajduje się w niej ponad 5000 ciał. Mnisi, którzy zdecydowali się na jej wybudowanie chcieli, aby te szczątki ludzkie przypominały innym o tym jak kruche i delikatne jest życie i że my także, bez względu na status społeczny, w końcu kiedyś umrzemy.

  • sciana wysadzana czaszkami w evorze
  • sufit wysadzany małymi czaszkami w evorze
  • słup wysadzany czaszkami i ludzkimi koścmi w evorze

W budynku, w którym mieści się kaplica jest także wystawa szopek betlejemskich i taras widokowy.

dziewczyna stoi na tarasie widokowym w evorze i uśmiecha się do kamery
Taras widokowy jest świetnym miejscem do zdjęć.

Całość jest niezwykle interesująca i naprawdę warta zobaczenia. Kaplica jest jednak niezwykle zatłoczona i warto wybrać się tutaj z samego rana, zanim przyjadą autobusy z Lizbony.

Capela dos Ossos – Mapa
Godziny otwarcia: 09:00-18:30
Wstęp: 4 Euro (uwaga, można płacić tylko portugalskimi kartami lub gotówką!)

Kolejnym miejscem wartym zobaczenia jest Templo Romano – ruiny rzymskiej świątyni. Są to najlepiej zachowane szczątki tego typu na Półwyspie Iberyjskim. Pochodzą z 1-wszego wieku naszej ery i są dumą miasteczka.

ruiny templo romano w evorze
Templo Romano to najlepiej zachowane rzymskie ruiny na Półwyspie Iberyjskim.

Templo Romano – Mapa
Otwarte całą dobę.
Wstęp wolny

Spędziliśmy naprawdę sporo czasu chodząc po uliczkach Evory. Miasteczko jest małe, ale niezwykle urokliwe. Bardzo podobał mi się główny plac – Praça do Giraldo i przylegające do niego ulice.

  • główny plac w evorze. przed malym kosciolem, przy fontannie stoja ludzie i odpoczywaja.

Na obiad zatrzymaliśmy się w Dona Inês. Trafiliśmy tam zupełnie przez przypadek, ale jedzenie okazało się niesamowite. Ja zjadłam to, z czego Alentejo słynie, czyli steki wieprzowe ze szparagami. Całość była naprawdę prosta, ale wszystko było niezwykle świeże i dobrze przyrządzone.

Polecam Ci także Taberna Tipico. Udaj się tam na kolację. Jest to rodzinna restauracja, gdzie od prawie 20 lat serwowane jest unikatowe, ale też lokalne jedzenie. Tutaj nie zamawiasz z karty, ale ufasz kucharzowi, który sam decyduje co Ci zaserwować. Jest to nie tylko uczta, ale także doświadczenie samo w sobie.

W Alentejo zwierzęta trzyma się na zewnątrz. Na razie, bardzo dużo gospodarstw hoduje świnie i krowy tak, jak to się robiło również kiedyś w Polsce – nie w wielkich ubojniach, a na polach. Dzięki temu, mięso jest o wiele smaczniejsze.

Z Evory udaliśmy się do kolejnego większego miasta w Alentejo – do Bejy. Wyczytałam, że jest tam klasztor, który warto odwiedzić.

Beja okazała się być bardzo cichym miastem z rozsypującymi się domami, wielkimi, pustymi fabrykami i biedą, wyzierającą z małych chatek przy wjeździe do miasta. Przytłoczył mnie ten widok. Było to pierwsze miejsce w Portugalii, które zwiedziłam, gdzie faktycznie widać było brak perspektyw i desperację, która musi towarzyszyć mieszkańcom takich miast.

ulica w Beja koło evory
Beja to raczej smutne miasteczko z jedną – dwoma atrakcjami.

Sam klasztor i muzeum, które się w nim mieści zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Brak jest informacji na temat samego klasztoru i skarbów, które się w nim znajdują, za to jest co podziwiać. Miejsce to polecam szczególnie miłośnikom sztuki.

Convent de Beja – Mapa
Godziny otwarcia: 9:00-18:00
Wstęp wolny

W miasteczku jest także zamek i wieża Torre de Menagem, na którą można się wspiąć. Niestety, podczas naszej wizyty, obiekt był zamknięty.

W drodze powrotnej do Villa de Frades w nawigacji zmieniliśmy ustawienia, aby ominąć autostrady i jechać bocznymi drogami. Trasa zajęła nam nieco dłużej, ale na pewno było warto. Droga była przepiękna i ciągle zatrzymywaliśmy się lub zwalnialiśmy, aby podziwiać widoki.

Evoramonte

Tę małą miejscowość dodaję tutaj ‘po fakcie’. Trafiliśmy na nią innym razem, podczas innej wycieczki, bo myślę, że zamiast Bejy, przy ładnej pogodzie może to być świetna alternatywa.

Evoramonte to parę domków na krzyż nad którymi góruje zamek z 16-go wieku. Z zamku, jak i wzgórza, na którym stoi, jest wspaniały widok na okolicę.
My odwiedziliśmy to miejsce w czasie pandemii i nie było tam żywego ducha. Naprawdę polecam!

Wieczór w Alentejo – Lokalsi, wino i mecz

Wieczorem znowu przeszliśmy się do Vidigueiry, gdzie miał być średniowieczny market. I faktycznie, był. Po ulicach chodzili przebierańcy, a na głównym deptaku rozłożono stoiska z rękodziełem i jedzeniem. Pech chciał, że akurat tego wieczoru Benfica grała o puchar Portugalii, więc nikt nie był zainteresowany festynem. Jedynie tylko my przyszliśmy, ale po paru minutach także zrezygnowaliśmy i poszliśmy do sali, gdzie normalnie organizowane są spotkania dla mieszkańców, a gdzie akurat na sporym ekranie telewizora pokazywano mecz.

Średniowieczny market był mieszanką wszystkiego. Fajnie się zapowiadał, ale niestety nikt nie przyszedł.

Zebrała się na niego cała wioska. Staliśmy nieco nieśmiało na zewnątrz i zastanawialiśmy się czy wejść. W końcu zachęciła nas do tego jedna z kobiet sprzedających wewnątrz piwo. Przycupnęliśmy sobie gdzieś na końcu i obserwowaliśmy mieszkańców, którzy z zapartym tchem oglądali grę.

Widać było, że większość z nich kibicuje Benfice i gdy ta wygrała, wszyscy oszaleli. Starsi wyszli na ulice, młodsi wsiedli w auta i trąbiąc, machając szalikami klubu i wrzeszcząc jeździli tam i z powrotem. Nie było w tym agresji, a sama, czysta radość. Fajnie było to oglądać z boku. Nam też radość się udzieliła.

Kiedy emocje opadły, przeszliśmy na drugą stronę, do restauracji, w której byliśmy dzień wcześniej. Tam ucztowały całe rodziny, które powoli zabierały dzieci do domów. Zostali tylko w większości mężczyźni. Co chwilę dochodzili nowi. Niektórzy z nich przynieśli nawet swoje przekąski, którymi próbowali nas częstować i zagadywać nas łamanym angielskim. Cała atmosfera była tak cudownie pozytywna, że nie chciało nam się wracać z powrotem.

W końcu jednak trzeba było zwinąć żagle.

Ostatni dzień – Długa droga z lunchem w tle

W drogę powrotną do Lizbony wybraliśmy się wczesnym popołudniem. Znowu wybraliśmy dłuższą, mniej uczęszczaną szosę, która wiodła przez pola, łąki, winnice i małe, opustoszałe miasteczka.

Po drodze zatrzymaliśmy się w naprawdę niezwykłym miejscu, które zostało nam polecone przez moją znajomą, Anię, która prowadzi bloga The Lisboner, w mieście Montemor-o-Novo. Link do jej artykułu o tym miejscu znajdziecie tutaj.

Na okolicznym wzgórzu znajduje się kapliczka, a przy niej restauracja O Arado, gdzie zjeść można bardzo dobre owoce morza i napić się dobrego wina.

  • mały niebiesko-biały kościółek w alentejo na wzgórzu
  • mezczyzna idzie przy niebieskim kosciele na wzgorzu w alentejo
  • restauracja z pięknym widokiem w alentejo

Musicie przyznać, że miejscówka naprawdę świetna.

Weekend w Alentejo – Podsumowanie

Weekend w Alentejo był jednym z najlepszych jakie spędziłam do tej pory w Portugalii. Nie zrobiliśmy niczego aż tak specjalnego, ale dla mnie ogólna atmosfera tego regionu, jedzenie, a także przemili ludzie, których spotkaliśmy, zaważyły na mojej opinii. Do Alentejo jeszcze na pewno muszę wrócić i was również zachęcam do odwiedzenia tego regionu.

Weekend w Alentejo – To musisz wiedzieć

Jeżeli namówiłam Cię na wypad do Alentejo to mam dla Ciebie przydatne wskazówki na co się nastawić i jak przygotować do wycieczki.

Alentejo – Jak dojechać?

Transport publiczny w Alentejo tak naprawdę nie istnieje. Pociągi i autobusy dojeżdżają z Lizbony do Evory i Bejy, ale jeżeli chcesz zobaczyć inne miejsca i wyrwać się na wieś, to musisz wynająć samochód. Innej opcji nie ma. Tutaj polecam zajrzeć na Discover Cars, gdzie znajdziesz wiele tanich opcji wynajęcia auta w Portugalii.

Alentejo – Gdzie się zatrzymać?

My zatrzymaliśmy się w tej przytulnej chatce w Villa de Frades. Jeżeli jednak ta opcja nie jest dla Ciebie, to polecam również:

  • Quinta das Ratoeiras – dla tych, którzy poszukują nieco luksusu. Jest to bardzo duża posiadłość. Pokoje są z tarasami i dostępem do wielkiego ogrodu. W cenę wliczone jest śniadanie.
  • Encosta do Castelo – przytulna posiadłość w miasteczku Portel, pomiędzy Evorą a Beja. Domek wyposażony jest we wszystko, co potrzeba na krótki weekend w Alentejo.
  • Herdade da Diabroria – Agroturismo – tutaj naprawdę wypoczniesz! Posiadłość znajduje się w bliskiej odległości od Evory i posiada basen, oraz bardzo duży ogród, z którego możesz skorzystać. Pokoje są duże i wygodne, przystosowane do gości, którzy chcą w Alentejo zostać na parę dni.

Alentejo – Co zwiedzić?

Na pewno udaj się do Evory. Beja nie jest interesującym miastem, ale sam konwent jest wart zatrzymania w tym mieście. W Alentejo warto także zatrzymać się na trochę w: Marvao, Cabo Espichel, Troia i Monsaraz. W niektórych tych miejscach już byłam. Możesz sprawdzić je w moim przewodniku na krótkie wakacje w Lizbonie.

Alentejo – Co i gdzie zjeść?

Alentejo słynie oczywiście z wina, ale będąc tutaj nie możesz pominąć serów oraz steków wieprzowych. Spróbuj także zupy sopa da alentejana.

W Alentejo jest bardzo wiele małych knajpek, gdzie można zjeść lokalnie i w bardzo przystępnej cenie. Ja polecam Ci Donę Inêz w Evorze. W Villa de Frades koniecznie wybierz się do Taberna Tia Jacinta i zamów jedne z petiscos, czyli małych dań, którymi można podzielić się z innymi. Wino, mimo, że tanie, jest tutaj także bardzo dobre.

Mam nadzieję, że Twój weekend w Alentejo będzie tak wspaniały jak mój.

Pominęłam coś? Chcesz się podzielić uwagami, sugestiami lub swoją historią z pobytu w Alentejo? Nie wstydź się! Zostaw komentarz!